Leon
Wybiegłem z firmy jak najszybciej. Nie zdążyłem jej zatrzymać, bo Violetta już odjeżdżała.
- Cholera. - mruknąłem pod nosem. Zawiedziony wróciłem do firmy. Dosłownie błagałem na kolanach Ludmiłe o podanie mi adresu zamieszkania Violetty. Lecz ta była nie uległa. W kółko powtarzała:
- Jeśli Violetta się zgodzi, to wtedy podam. Tak to nawet armata mnie nie przekonasz. Zawiedziony wróciłem do domu. Tam obmyślałem plan zdobycia Castillo.
Violetta
Po kilku minutach jazdy, w końcu znalazłam się pod moją posesją. Pilotem otworzyłam bramę i po chwili wjechałam. Wzięłam torebkę, wysiadłam z auta i zamknęłam drzwi. Powędrowałam po drzwi od domu i je otworzyłam, za pomocą kluczy. Od razu poszłam na górę do sypialni. tam położyłam się na łóżku i zasnęłam. Obudził mnie sms mojego telefonu. Spojrzałam na treść wiadomości od Ludmiły:
Wstajemy Kochana ;*
Przebieramy się i kierujemy prosto do kawiarni.
Czekamy na ciebie ;*
Westchnęłam po czym zwlokłam swoje ciało z łóżka i skierowałam się do łazienki. Tam wzięłam szybki prysznic na pobutke. Owinęłam się fioletowy ręcznikiem i skierowałam się do garderoby. Wybrałam odpowiedni strój. Ułożyłam jeszcze włosy, i poprawiłam makijaż. Wzięłam moją torebkę i klucze. Zeszłam na dół. Wychodząc z domu, zamknęłam go na klucz. Skierowałam się do samochodu. Po kilku minutach byłam już na miejscu. Przed wejściem wzięłam głęboki wdech i odważyłam się wejść. Rozglądnęłam się po restauracji. Zauważyłam jak z stolika, Ludmiła mi macha. Uśmiechnęłam się po czym, zaczęłam kierować się do wymierzonego celu.
- Violu. - rzuciła się na mnie z uśmiechem, odwzajemniłam uścisk.
- Violu poznaj proszę: Franceskę, Natalię, Camilę. - przywitałam się z nowo poznanymi dziewczynami uściskiem, po czym usiadłam pomiędzy Natalią, a Ludmiłą.
- No to Violu może opowiesz nam troszkę osobie? - zapytała czarnowłosa.
- Okey. Tak więc nazywam się Violetta Castillo. Moja pasją jest muzyka. Lubię bawić się w tancerkę, - zaśmiałyśmy się wszystkie. - Mam 22 lata. Moją mamą jest Esmeralda Saramego...
- Ta Esmeralda Saramego !? - krzyknęły wszystkie trzy.
- Tak.
- Żartujesz. - zapytała rudowłosa.
- Nie...
Leon
Wybraliśmy się z kolegami: Fede, Maxi, Marco do kawiarni. Rozmawialiśmy, i żartowaliśmy sobie. W pewnym momencie zauważyłem Ludmiłe, a co najlepsze, że koło niej była Violetta.
- Chłopaki, patrzcie. - wskazałem na stolik dziewczyn.
- Ej. Wbijamy do nich? - zaproponował Maxi
- Wiecie co, nie mam zamiaru plotkować o sukienkach, kosmetykach, czy tam spódnicach. - stwierdził Marco.
- Ja też. jakoś nigdy nie mogę rozróżnić spódnic od sukienek. - zaśmiał się Fede.
- A kto by umiał. - zauważyłem.
- Dziewczyny. - powiedzieliśmy na równo, po czym popadliśmy w śmiech.
Violetta
Bardzo miło mi się rozmawiało z dziewczynami. Cieszę się, że jednak tutaj przyszłam. Teraz zapewne oglądałabym jakiś nudny film, a tak to przy najmniej się trochę rozerwałam.
- Violu. - powiedziała Natalia.
- Tak.
- Pewien chłopak z pod ściany ci się ciągle przygląda.
- Za nią ciągle się jacyś faceci oglądają. - stwierdziła Ludmiła.
- Ale ten... no wprost wzroku od ciebie nie może oderwać. - dodała Cami.
- Przestańcie. Jestem pewna, że nie patrzy tylko na mnie.
- Tak, na pewno na Ludmiłę i jej obcisłą sukienkę. - zaśmiała się Fran.
- Ej! - oburzyła się blądynka.
- No co... To prawda. - dodałam.
- Mniejsza o to, spójrz. - powiedziała Nati.
- Ale gdzie? - zapytałam.
- Spójrz na niego, a zobaczysz, że mam rację. - aby w końcu dały mi spokój spojrzałam w tamtą stronę. Faktycznie jakiś chłopak patrzył się na mnie. A co mnie zdziwiło, że był nim nie kto inny jak.... Leon
Pokonani przez miłość
niedziela, 18 maja 2014
sobota, 26 kwietnia 2014
Rozdział 2 - Zakład.
Chłopak siedzi na jakimś nudnym zebraniu, które nie bardzo go interesuje. Wolałby być teraz na jakieś imprezie i podrywać dziewczyny. Jednak jego ojciec wolał inaczej. Po upływie dwóch godzin spotkanie dobiegło końca, a chłopak odetchnął z ulgą. Wychodząc z sali dostał sms-a od swojego przyjaciela:
*Fede*
Hej stary. Ta twoja blondi znowu nie chce mnie wpuścić.
Przyjdź na recepcje.
*Do Fede*
Ile razy mam ci mówić, że ona nie jest moja ?!
Zaraz będę.
*Fede*
Ale próbowałeś ją poderwać, to prawie to samo.
I nie wlecz się tak!
*Do Fede*
Pasquarelli prawie robi dużą różnice. Już idę.
Chłopak wsiadł w windę, po czym wcisnął przycisk ,,0". Już po chwili znalazł się na parterze. Kierował się w stronę holu z recepcją.
- Siemka. - przywitał się przy czym gestem ręki pokazał ,,hej".
- No w końcu!! Ona mnie tu zaraz wykończy!!! - skarżył się Federico.
- Weź stąd tego debila, bo zaraz przez niego oszaleje!! - krzyczała dziewczyna.
- A może by tak cześć Leon jak tam u ciebie. Co tam po imprezie?
- Weź Verdas mnie nie denerwuj! - mówiła przez zaciśnięte zęby Ludmiła, bo właśnie tak nazywała się recepcjonistka. Z windy wyszła właśnie Violetta trzymała w rękach kartki i książkę , Leon gdy ją zobaczył od razu zaniemówił. Nie mógł od niej oderwać wzroku.
- Ej. Co ona tu robi? - zapytał się Leon nadal patrząc się na szatynkę.
- Aaaaa chodzi Ci o Violettę. Jej mama jest właścicielem tej firmy. Violetta przychodzi niekiedy jej pomagać. A co podoba Ci się? - spytała się blondynka.
- Coo? Nieee. Po prostu, wpadłem na nią gdy miałem trening i to tyle.
- Ta jasne. - odpowiedziała z ironią.
- Ej! Leon mam do ciebie sprawę. - odciągnął szatyna na bok.
- Jaką?
- Zakład.
- Dajesz.
- Masz za zadanie poderwać córkę Esmeraldy, rozkochać ją w sobie.
- Co będę z tego miał. - zapytał z uśmiechem.
- Jak wygrasz to kupię Ci czerwonego LEXUS'a RC , a jak przegrasz to... umówisz mnie z twoją koleżanką modelką.
- Z Victorią ?
- Tak. - odpowiedział Fede dumnie.
- Stoi ! - podali sobie ręce na rozpoczęcie zakładu.
- A co po zakładzie ? - pytał się Verdas. - Przecież ona będzie myślała, że to na serio.
- Powiedz, że ten związek nie ma sensu i z nią zerwij. Proste.
~*~
Violetta podeszła do recepcji.
- Hej Lu. - Blondynka odwróciła się do dziewczyny.
- Cześć Violu. I co po pracy ?
- Tak nareszcie. A ty.
- Ja jeszcze muszę zostać, ale jak skończę to może wybierzemy się razem do kawiarni poznasz moich przyjaciół co?
- No nie wiem. - Violetta zaczęła bawić się swoimi kluczami.
- Nooo proszęęęę zgódź się.
- Niech ci będzie.
- Dzięki, dzięki,dzięki!!!! To za dwie godziny w kawiarni Cost'a okey?
- Dobrze. Powiedz mamie, że wzięłam samochód i pojechałam do domu. Jestem zmęczona.
- Dobrze. Na pewno nie będzie na ciebie zła. Idź się połóż.
- Dziękuję. Niech pojedzie z Anabel. Pa.
- Pa.
~*~
Leon widząc, że dziewczyna wychodzi z firmy, szybko za nią pobiegł...
- Siemka. - przywitał się przy czym gestem ręki pokazał ,,hej".
- No w końcu!! Ona mnie tu zaraz wykończy!!! - skarżył się Federico.
- Weź stąd tego debila, bo zaraz przez niego oszaleje!! - krzyczała dziewczyna.
- A może by tak cześć Leon jak tam u ciebie. Co tam po imprezie?
- Weź Verdas mnie nie denerwuj! - mówiła przez zaciśnięte zęby Ludmiła, bo właśnie tak nazywała się recepcjonistka. Z windy wyszła właśnie Violetta trzymała w rękach kartki i książkę , Leon gdy ją zobaczył od razu zaniemówił. Nie mógł od niej oderwać wzroku.
- Ej. Co ona tu robi? - zapytał się Leon nadal patrząc się na szatynkę.
- Aaaaa chodzi Ci o Violettę. Jej mama jest właścicielem tej firmy. Violetta przychodzi niekiedy jej pomagać. A co podoba Ci się? - spytała się blondynka.
- Coo? Nieee. Po prostu, wpadłem na nią gdy miałem trening i to tyle.
- Ta jasne. - odpowiedziała z ironią.
- Ej! Leon mam do ciebie sprawę. - odciągnął szatyna na bok.
- Jaką?
- Zakład.
- Dajesz.
- Masz za zadanie poderwać córkę Esmeraldy, rozkochać ją w sobie.
- Co będę z tego miał. - zapytał z uśmiechem.
- Jak wygrasz to kupię Ci czerwonego LEXUS'a RC , a jak przegrasz to... umówisz mnie z twoją koleżanką modelką.
- Z Victorią ?
- Tak. - odpowiedział Fede dumnie.
- Stoi ! - podali sobie ręce na rozpoczęcie zakładu.
- A co po zakładzie ? - pytał się Verdas. - Przecież ona będzie myślała, że to na serio.
- Powiedz, że ten związek nie ma sensu i z nią zerwij. Proste.
~*~
Violetta podeszła do recepcji.
- Hej Lu. - Blondynka odwróciła się do dziewczyny.
- Cześć Violu. I co po pracy ?
- Tak nareszcie. A ty.
- Ja jeszcze muszę zostać, ale jak skończę to może wybierzemy się razem do kawiarni poznasz moich przyjaciół co?
- No nie wiem. - Violetta zaczęła bawić się swoimi kluczami.
- Nooo proszęęęę zgódź się.
- Niech ci będzie.
- Dzięki, dzięki,dzięki!!!! To za dwie godziny w kawiarni Cost'a okey?
- Dobrze. Powiedz mamie, że wzięłam samochód i pojechałam do domu. Jestem zmęczona.
- Dobrze. Na pewno nie będzie na ciebie zła. Idź się połóż.
- Dziękuję. Niech pojedzie z Anabel. Pa.
- Pa.
~*~
Leon widząc, że dziewczyna wychodzi z firmy, szybko za nią pobiegł...
~*~
O to rozdział 2...
Przepraszam, że tak późno, ale
nie chciałam spędzać świąt przed komputerem...
Na napisach, nw kiedy dodam rozdział...
Czekam na wasze opinie
O to rozdział 2...
Przepraszam, że tak późno, ale
nie chciałam spędzać świąt przed komputerem...
Na napisach, nw kiedy dodam rozdział...
Czekam na wasze opinie
sobota, 12 kwietnia 2014
Rozdział pierwszy - Dlaczego ja?
Violetta
Dziewczynę jak zawsze obudziły promienie słońca przedzierające się do pokoju przez lekko pomarańczowe zasłony. Zazwyczaj niechętnie wstaje z łóżka, lecz tym razem było inaczej. Violetta uśmiechnięta przeciągnęła się, po czym wstała. Narzuciła na siebie cienki szlafrok i skierowała się do łazienki. Tam wzięła kąpiel, umyła włosy, wysuszyła oraz wyprostowała się. Umyła zęby, zrobiła lekki makijaż i dokończyła układanie fryzury. Ubrała się.Zeszła na dół na śniadanie.
- Dzień dobry. - zasiadła do stołu.
- Dzień dobry. - odpowiedziała Esmeralda.
- Dzień dobry panienko. - powiedział gosposia, która właśnie weszła do jadalni z talerzem naleśników oraz z tostami.
- Witaj Candelario. Jak się spało?
- Wie co panienka, nie wyspałam się.
- Dlaczego?
- Sprzątałam do późna w nocy kuchnię.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, pomogłabym Ci.
- Wiem kochanie, tylko nie chciałam panienki budzić. - gosposia powiedziała po czym poszła do kuchni. Violetta jest bardzo pomocna i chętna do pracy. Zawsze pomaga gosposi w jej obowiązkach. Często chodzi do sierocińca pomagać. Bardzo lubi dzieci. Czyta im i się z nimi bawi, a czasem nawet z nimi śpiewa, robi to bez interesownie. Dzieci bardzo ją kochają i cieszą się z każdej jej wizyty..
- A ty jak zwykle pomocna. - powiedziała Esmeralda. Cieszyła się, że ma taka miłą i wychowaną ,,córkę".
- Znasz mnie przecież.
- Znam, i to aż za dobrze. - po skończonym posiłku, Violetta jak zwykle pomagała Candelario posprzątać po jedzeniu. Czasem pomagała im również Esmeralda. Lecz nie zawsze miała na to czas. Kobieta jest bardzo zapracowana. Ma swoją własną firmę, która bardzo dobrze się rozwija i funkcjonuje. Ma na niej ogromny zysk. Współpracuje z wieloma bardzo popularnymi firmami. Niestety od kąt zaczęła działać z bardzo dobrą firmą ,,CompaneiVlegios" już nie ma tak wiele czasu dla swojej córki. Często wyjeżdża bądź jest pochłonięta pracą. Violetta nie ma jej tego za złe, lecz nie lubi gdy jej matka za dużo pracuje bo często jest przemęczona. Wprost tego nie cierpi. Brakuje Violetcie w tedy Esmeraldy. Dlatego kiedy tylko ma czas, Violetta wyciąga ja na zakupy, spacery itd.
Aktualnie dziewczyna prze siaduje na kanapie w salonie i czyta książkę.
- Violu. - zawołała ją schodząca z piętra Esmeralda.
- Tak.
- Mam do ciebie prośbę, i mam nadzieję, że się zgodzisz. - mówiła siadając na kanapie obok szatynki.
- Dla ciebie wszystko. - zaśmiały się. - Więc o co chodzi.
- Chciałabym, abyś mi dzisiaj pomogła w firmie. Ja muszę być na zebraniu, a mam masę pracy w biurze.
- No pewnie. A co mam robić.
- Podpisywać papiery, sprawdzać rachunki... To co zazwyczaj robić w domu, gdy mi pomagasz z firmą.
- Dobrze. Chętnie ci pomogę.
- Dziękuję ci. - przytuliła mocno córkę.
- Mamo, bo mnie udusisz...
- No już... - oderwały się od siebie.
- To kiedy jedziemy. - Esmeralda spojrzała na zegarek.
- W sumie to możemy już wyjeżdżać.
- Dobrze. To ja pójdę na góry po dokumenty, papiery itd.
- A ja wezmę teczkę z gabinetu i będę na ciebie czekać w samochodzie.- powiedziała po czym wstała i poszła do gabinetu. Szatynka w tym czasie poszła na górę, wzięła wszystkie potrzebne jej rzeczy, pożegnała się z gosposią i wyszła z domu. Na podjeździe czekała już Esmeralda oparta o czerwoną Hondę CR-V.
- Prowadzisz. - powiedziała i rzuciła szatynce klucze.
- Ej. Dlaczego? Ja ostatnio kierowałam, teraz twoja kolej. - mówiła podchodząc do drzwi od strony kierowcy.
- Dobrze więc, następnym razem, to ja będę prowadziła dwa razy podrząd.
- Niech będzie. - zapięły pasy, po czym ruszyły do firmy.
20 minut później.
Violetta siedzi w swoim gabinecie (Esmeralda dała jej swój własny gabinet, dlatego, że córka często bywała w jej firmie i jej pomagała). Po chwili do pomieszczenia wszedł jakiś człowiek. Gdy na siebie spojrzeli, nie mogli uwierzyć, że to ona/on/ona.
~*~
No i mamy pierwszy ;*
Ciekawe kto wszedł do gabinetu Violetty?
Pod powiem, że z tą osoba będzie współpracować...
Dziewczynę jak zawsze obudziły promienie słońca przedzierające się do pokoju przez lekko pomarańczowe zasłony. Zazwyczaj niechętnie wstaje z łóżka, lecz tym razem było inaczej. Violetta uśmiechnięta przeciągnęła się, po czym wstała. Narzuciła na siebie cienki szlafrok i skierowała się do łazienki. Tam wzięła kąpiel, umyła włosy, wysuszyła oraz wyprostowała się. Umyła zęby, zrobiła lekki makijaż i dokończyła układanie fryzury. Ubrała się.Zeszła na dół na śniadanie.
- Dzień dobry. - zasiadła do stołu.
- Dzień dobry. - odpowiedziała Esmeralda.
- Dzień dobry panienko. - powiedział gosposia, która właśnie weszła do jadalni z talerzem naleśników oraz z tostami.
- Witaj Candelario. Jak się spało?
- Wie co panienka, nie wyspałam się.
- Dlaczego?
- Sprzątałam do późna w nocy kuchnię.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś, pomogłabym Ci.
- Wiem kochanie, tylko nie chciałam panienki budzić. - gosposia powiedziała po czym poszła do kuchni. Violetta jest bardzo pomocna i chętna do pracy. Zawsze pomaga gosposi w jej obowiązkach. Często chodzi do sierocińca pomagać. Bardzo lubi dzieci. Czyta im i się z nimi bawi, a czasem nawet z nimi śpiewa, robi to bez interesownie. Dzieci bardzo ją kochają i cieszą się z każdej jej wizyty..
- A ty jak zwykle pomocna. - powiedziała Esmeralda. Cieszyła się, że ma taka miłą i wychowaną ,,córkę".
- Znasz mnie przecież.
- Znam, i to aż za dobrze. - po skończonym posiłku, Violetta jak zwykle pomagała Candelario posprzątać po jedzeniu. Czasem pomagała im również Esmeralda. Lecz nie zawsze miała na to czas. Kobieta jest bardzo zapracowana. Ma swoją własną firmę, która bardzo dobrze się rozwija i funkcjonuje. Ma na niej ogromny zysk. Współpracuje z wieloma bardzo popularnymi firmami. Niestety od kąt zaczęła działać z bardzo dobrą firmą ,,CompaneiVlegios" już nie ma tak wiele czasu dla swojej córki. Często wyjeżdża bądź jest pochłonięta pracą. Violetta nie ma jej tego za złe, lecz nie lubi gdy jej matka za dużo pracuje bo często jest przemęczona. Wprost tego nie cierpi. Brakuje Violetcie w tedy Esmeraldy. Dlatego kiedy tylko ma czas, Violetta wyciąga ja na zakupy, spacery itd.
Aktualnie dziewczyna prze siaduje na kanapie w salonie i czyta książkę.
- Violu. - zawołała ją schodząca z piętra Esmeralda.
- Tak.
- Mam do ciebie prośbę, i mam nadzieję, że się zgodzisz. - mówiła siadając na kanapie obok szatynki.
- Dla ciebie wszystko. - zaśmiały się. - Więc o co chodzi.
- Chciałabym, abyś mi dzisiaj pomogła w firmie. Ja muszę być na zebraniu, a mam masę pracy w biurze.
- No pewnie. A co mam robić.
- Podpisywać papiery, sprawdzać rachunki... To co zazwyczaj robić w domu, gdy mi pomagasz z firmą.
- Dobrze. Chętnie ci pomogę.
- Dziękuję ci. - przytuliła mocno córkę.
- Mamo, bo mnie udusisz...
- No już... - oderwały się od siebie.
- To kiedy jedziemy. - Esmeralda spojrzała na zegarek.
- W sumie to możemy już wyjeżdżać.
- Dobrze. To ja pójdę na góry po dokumenty, papiery itd.
- A ja wezmę teczkę z gabinetu i będę na ciebie czekać w samochodzie.- powiedziała po czym wstała i poszła do gabinetu. Szatynka w tym czasie poszła na górę, wzięła wszystkie potrzebne jej rzeczy, pożegnała się z gosposią i wyszła z domu. Na podjeździe czekała już Esmeralda oparta o czerwoną Hondę CR-V.
- Prowadzisz. - powiedziała i rzuciła szatynce klucze.
- Ej. Dlaczego? Ja ostatnio kierowałam, teraz twoja kolej. - mówiła podchodząc do drzwi od strony kierowcy.
- Dobrze więc, następnym razem, to ja będę prowadziła dwa razy podrząd.
- Niech będzie. - zapięły pasy, po czym ruszyły do firmy.
20 minut później.
Violetta siedzi w swoim gabinecie (Esmeralda dała jej swój własny gabinet, dlatego, że córka często bywała w jej firmie i jej pomagała). Po chwili do pomieszczenia wszedł jakiś człowiek. Gdy na siebie spojrzeli, nie mogli uwierzyć, że to ona/on/ona.
~*~
No i mamy pierwszy ;*
Ciekawe kto wszedł do gabinetu Violetty?
Pod powiem, że z tą osoba będzie współpracować...
sobota, 8 marca 2014
Prolog
Miłość. Dla przeciętnego człowieka może oznaczać niewiele, a dla innego to życie.
Violetta
Jako 4-latka znalazła się w sierocińcu, bo zmarła jej matka. Jej jedyna rodzina to jej ojciec. German nieświadomy, że ma córkę wyjechał do USA. Violetta niewiele wie o nim, oprócz tego, że wyjechał, zostawił ją samą. W głębi czuje do niego nienawiść.
Po kilku miesiącach spędzonych w sierocińcu, dziewczynkę zaadoptowała kobieta-Esmeralda. Od zawsze pragnęła mieć dzieci, ale niestety nie mogła. Jest to miła i sympatyczna kobieta. Dziewczynka nie czuła się swojo w nowym miejscu, ale z zbiegiem czasu oswoiła się z danym jej otoczeniem. Teraz ma 22 lata. Nie jest rozpieszczona ani samolubna tylko dobrze wychowana. Esmeralda dbała o to, aby dziewczynce niczego nie brakowało.
Dziś jak co dzień, wybrała się na spacer po lesie. Zamyśliła się nad czymś, że nawet nie zauważyła nadbiegającego chłopaka w jej stronę.
- Przepraszam. Powinnam uważać.
- Nie to ja przepraszam. - spojrzał na szatynkę. - Gdzieś ty się tak długo ukrywała? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Chętnie bym porozmawiała, ale muszę już iść. Przepraszam.
- Zaczekaj. Dasz mi przynajmiej swój numer?
- Dobrze. - powiedziała niepewnie. Podał jej swój telefon, a ona swój jemu. Po chwili znów wymienili się telefonami.
- Dzięki. - szatynka pokiwała twierdząco głową i odeszła. Chłopak spojrzał na telefon.
- Violetta Castillo. - uśmiechnął się do siebie. Powrócił do dalszego biegania.
W domu
Violetta siedziała w salonie oparta o kanapę i rozmyślała o przystojnym chłopaku. Po raz kolejny spojrzała na telefon.
- Leon Verdas. - to imię krążyło jej po głowie od kilku godzin.
- O czym tak myślisz? - zapytała Esmeralda wchodząca do pomieszczenia, szatynka nie reagowała. Kobieta zaczęła jej machać dłonią przed twarzą.
- Ccco?
- Pytałam się o czym tak myślisz?
- Ja? - wskazała siebie palcem. Esmeralda pokiwała głową. - O niczym.
- Mnie nie okłamiesz. Mów co ci krąży po głowie.
- Ymmm... Poznałam dzisiaj chłopaka.
- To chyba dobrze.
- Ale on mi się podoba.
- To normalne.
- Ale to za szybko.
- Co za szybko.
- To wszystko.
- Powinnaś się czasem rozerwać.
- Ja?!
- No tak. Spotkaj się z nim i kłopot z głowy. - Kobieta pogłaskała szatynkę po kolanie i odeszła. Violetta jeszcze chwilę siedziała i myślała po czym wstała i skierowała się na górę. Weszła do swojego pokoju i położyła się spać.
Violetta
Jako 4-latka znalazła się w sierocińcu, bo zmarła jej matka. Jej jedyna rodzina to jej ojciec. German nieświadomy, że ma córkę wyjechał do USA. Violetta niewiele wie o nim, oprócz tego, że wyjechał, zostawił ją samą. W głębi czuje do niego nienawiść.
Po kilku miesiącach spędzonych w sierocińcu, dziewczynkę zaadoptowała kobieta-Esmeralda. Od zawsze pragnęła mieć dzieci, ale niestety nie mogła. Jest to miła i sympatyczna kobieta. Dziewczynka nie czuła się swojo w nowym miejscu, ale z zbiegiem czasu oswoiła się z danym jej otoczeniem. Teraz ma 22 lata. Nie jest rozpieszczona ani samolubna tylko dobrze wychowana. Esmeralda dbała o to, aby dziewczynce niczego nie brakowało.
Dziś jak co dzień, wybrała się na spacer po lesie. Zamyśliła się nad czymś, że nawet nie zauważyła nadbiegającego chłopaka w jej stronę.
- Przepraszam. Powinnam uważać.
- Nie to ja przepraszam. - spojrzał na szatynkę. - Gdzieś ty się tak długo ukrywała? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Chętnie bym porozmawiała, ale muszę już iść. Przepraszam.
- Zaczekaj. Dasz mi przynajmiej swój numer?
- Dobrze. - powiedziała niepewnie. Podał jej swój telefon, a ona swój jemu. Po chwili znów wymienili się telefonami.
- Dzięki. - szatynka pokiwała twierdząco głową i odeszła. Chłopak spojrzał na telefon.
- Violetta Castillo. - uśmiechnął się do siebie. Powrócił do dalszego biegania.
W domu
Violetta siedziała w salonie oparta o kanapę i rozmyślała o przystojnym chłopaku. Po raz kolejny spojrzała na telefon.
- Leon Verdas. - to imię krążyło jej po głowie od kilku godzin.
- O czym tak myślisz? - zapytała Esmeralda wchodząca do pomieszczenia, szatynka nie reagowała. Kobieta zaczęła jej machać dłonią przed twarzą.
- Ccco?
- Pytałam się o czym tak myślisz?
- Ja? - wskazała siebie palcem. Esmeralda pokiwała głową. - O niczym.
- Mnie nie okłamiesz. Mów co ci krąży po głowie.
- Ymmm... Poznałam dzisiaj chłopaka.
- To chyba dobrze.
- Ale on mi się podoba.
- To normalne.
- Ale to za szybko.
- Co za szybko.
- To wszystko.
- Powinnaś się czasem rozerwać.
- Ja?!
- No tak. Spotkaj się z nim i kłopot z głowy. - Kobieta pogłaskała szatynkę po kolanie i odeszła. Violetta jeszcze chwilę siedziała i myślała po czym wstała i skierowała się na górę. Weszła do swojego pokoju i położyła się spać.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)