Miłość. Dla przeciętnego człowieka może oznaczać niewiele, a dla innego to życie.
Violetta
Jako 4-latka znalazła się w sierocińcu, bo zmarła jej matka. Jej jedyna rodzina to jej ojciec. German nieświadomy, że ma córkę wyjechał do USA. Violetta niewiele wie o nim, oprócz tego, że wyjechał, zostawił ją samą. W głębi czuje do niego nienawiść.
Po kilku miesiącach spędzonych w sierocińcu, dziewczynkę zaadoptowała kobieta-Esmeralda. Od zawsze pragnęła mieć dzieci, ale niestety nie mogła. Jest to miła i sympatyczna kobieta. Dziewczynka nie czuła się swojo w nowym miejscu, ale z zbiegiem czasu oswoiła się z danym jej otoczeniem. Teraz ma 22 lata. Nie jest rozpieszczona ani samolubna tylko dobrze wychowana. Esmeralda dbała o to, aby dziewczynce niczego nie brakowało.
Dziś jak co dzień, wybrała się na spacer po lesie. Zamyśliła się nad czymś, że nawet nie zauważyła nadbiegającego chłopaka w jej stronę.
- Przepraszam. Powinnam uważać.
- Nie to ja przepraszam. - spojrzał na szatynkę. - Gdzieś ty się tak długo ukrywała? - zapytał z chytrym uśmieszkiem.
- Chętnie bym porozmawiała, ale muszę już iść. Przepraszam.
- Zaczekaj. Dasz mi przynajmiej swój numer?
- Dobrze. - powiedziała niepewnie. Podał jej swój telefon, a ona swój jemu. Po chwili znów wymienili się telefonami.
- Dzięki. - szatynka pokiwała twierdząco głową i odeszła. Chłopak spojrzał na telefon.
- Violetta Castillo. - uśmiechnął się do siebie. Powrócił do dalszego biegania.
W domu
Violetta siedziała w salonie oparta o kanapę i rozmyślała o przystojnym chłopaku. Po raz kolejny spojrzała na telefon.
- Leon Verdas. - to imię krążyło jej po głowie od kilku godzin.
- O czym tak myślisz? - zapytała Esmeralda wchodząca do pomieszczenia, szatynka nie reagowała. Kobieta zaczęła jej machać dłonią przed twarzą.
- Ccco?
- Pytałam się o czym tak myślisz?
- Ja? - wskazała siebie palcem. Esmeralda pokiwała głową. - O niczym.
- Mnie nie okłamiesz. Mów co ci krąży po głowie.
- Ymmm... Poznałam dzisiaj chłopaka.
- To chyba dobrze.
- Ale on mi się podoba.
- To normalne.
- Ale to za szybko.
- Co za szybko.
- To wszystko.
- Powinnaś się czasem rozerwać.
- Ja?!
- No tak. Spotkaj się z nim i kłopot z głowy. - Kobieta pogłaskała szatynkę po kolanie i odeszła. Violetta jeszcze chwilę siedziała i myślała po czym wstała i skierowała się na górę. Weszła do swojego pokoju i położyła się spać.
Świetne. Bardzo spodobał mi sie twój prolog. Jest Strasznie fajny. Masz ciekawy styl pisania. Mam nadzieję, ze dodasz rozdział 1. <3
OdpowiedzUsuńDzięki i oczywiście, że pojawi się rozdział pierwszy ;)
UsuńSuper prolog!
OdpowiedzUsuńFajnie zaczełaś tą historię!
Ps. Kiedy pierwszy rozdział?
dziękuję. mmm może dzisiaj coś napiszę ale nie obiecuję...
UsuńGenialny :)
OdpowiedzUsuńNie mogę die doczekać rozdziału :)
Asia <3
:) cieszę, że się podoba
Usuńsuper
OdpowiedzUsuń:)
Usuń